WE RAFAEL - WSPÓLNOTA EWANGELIZACJI - Ruda Śląska

Świadectwa

Rok 2011

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Podczas ostatniego nabożeństwa z adoracją bardzo poruszyły mnie słowa; Pan Jezus powiedział - ''Znam Twoje cierpienie, wiem jak trudny jest powrót do mnie, ale jestem z Tobą, teraz będę przemieniał Twoje życie i pamiętaj, że jesteś doświadczana tylko tyle ile jesteś w stanie znieść." I wiem teraz, że Pan Jezus zna moje serce kawałek po kawałku, wie o mnie wszystko. ON cały czas pamięta o tym co się dzieje w moim sercu, nawet wtedy kiedy ja zapomnę, pociesza mnie, dodaje otuchy. Gdy powróciłam do Jezusa zakończył się mój związek (mój partner nie był w stanie zaakceptować takiej mojej nagłej zmiany). Jestem samotną mamą wychowującą dziecko, pojawiły się różne myśli, jak to teraz będzie? Strach, lęk, ale też pragnienie Pana Jezusa... Teraz wiem, że Pan Jezus nigdy mnie zostawił i nie zostawi, teraz wiem, że wszystko będzie dobrze, bo PAN JEZUS MNIE KOCHA NIEUSTAJĄCĄ MIŁOŚCIĄ. Jest moim lekarzem, pocieszycielem, moją mocą, moim przyjacielem... Dziękuję Ci Panie Jezu z całego serca i kocham Cię.

Twoja przyjaciółka Ania :)


Gdy tylko dowiedziałam się o Adoracjach w naszym Kościele to postanowiłam iść, i tak chodziłam i mimo wielu starań nie potrafiłam poczuć dotknięcia Pana, nie potrafiłam się wczuć w sytuację tak jak inni. Aż pewnej środy ks. Łukasz wypowiedział słowa „jest tu z nami kobieta po trzydziestce, która popełniła grzech aborcji i nie może z tym sobie poradzić; bardzo tego żałuje jest jej ciężko z tym żyć...." Coś we mnie pękło. To był mój przypadek. Dosłownie wymienił uczucia, które były częścią mojego życia i przez osiem lat męczyły moje sumienie. Pomyślałam: to jest nie możliwe! I był moment, że chciałam wyjść z kościoła; coś mnie tak uderzył. A potem dodał „córko wybacz sobie, bo Ja ci też wybaczyłem.” Było to bardzo trudne i bolesne doświadczenie, a zarazem piękne, ponieważ usłyszałam, że Pan mi wybacza. Po rozmowie z ks. Łukaszem zrozumiałam, że Pan mnie dotknął napisałam list do mojego Aniołka i teraz czuję się szczęśliwa. Teraz wiem, że Pan Bóg czyni cuda, bo właśnie tego doświadczyłam.

Dziękuję Ci Jezu. A.S.


Szczęść Boże!!! Zbierałam się bardzo długo do napisania tego świadectwa, bo nie wiedziałam jak je napisać. Jestem Bogu ogromnie wdzięczna, że odbywają się Adoracje, bo wcześniej wyjeżdżałam, a teraz są na miejscu - CHWAŁA PANU. Każdy z nas bez wyjątku jest dotknięty przez Boga. Nie ma osoby, która by nie była dotknięta. Może niektórzy nic nie czują i mówią, że Pan Jezus ich nie dotyka, że na to nie zasługują, ale to nieprawda. Właśnie te osoby szczególnie dotyka i bardzo kocha. Za każdym razem kiedy spotykamy się czuję, że Pan Jezus jest wśród nas i pragnie, abyśmy Go przyjęli. Widzę jak odmienia moje życie, także przez słowa, które mówi do innych. Zaczęłam dostrzegać grzechy, których wcześniej nie widziałam. Pan Jezus dotyka naszych dusz i przemienia je. Każdy z nas potrzebuje uzdrowienia duszy, a szczególnie ci, którzy temu zaprzeczają, bo jesteśmy przecież samą nędzą. Bez Boga nic nie możemy uczynić. Bądź uwielbiony Panie mój i Mistrzu, w Tobie jest nadzieja moja i ocalenie. CHWAŁA TOBIE PANIE.

Twoja Przyjaciółka na wieki. Kocham Cię.


Szczęść Boże. Moje świadectwo to: uzdrowienie mojego wujka z choroby nowotworowej (rak jelita grubego). Wujek przeszedł operację usunięcia zakażonego odcinka jelita i chemioterapię, która trwała dziewięć miesięcy. W październiku 2010 roku stwierdzono pogorszenie stanu zdrowia i możliwość przerzutów raka do innych organów. Modliłam się za niego w całym czasie jego choroby. Od grudnia w naszym Sanktuarium rozpoczęły się modlitwy przed Najświętszym Sakramentem, w których zaczęłam brać udział i modlić się o powrót do zdrowia dla wujka. Jest styczniowa środa 2011 roku, 50 minut przed adoracją. Telefon od wujka, oświadcza, że jest po badaniach, konsylium lekarzy ogłosiło wynik - całkowity zanik komórek nowotworowych, jesteś zdrowy. Następne badania odbędą się w lipcu, a kolejne za rok.

BÓG ZAPŁAĆ, SIOSTRZENICA


Witam. Siły modlitwy doświadczyłam w swoim życiu niejednokrotnie. Pierwszy raz, kiedy byłam młodą dziewczyną i pielgrzymowałam regularnie z moją grupą młodzieżową, którą dziś można przyrównać do ruchu oazowego. Potem, wielokrotnie Bóg dawał mi znać o swojej obecności, wpływał na mój dorosły los. Najbardziej odczułam jego obecność, kiedy przez kilka lat ciężko chorowała moja córka. Parę razy otarła się o śmierć, ale nie ustawałam w modlitwie o jej uzdrowienie. Modliły się za nią też inne grupy i osoby, odprawiono wiele mszy w jej intencji. Wierzę, że siłą tej modlitwy z woli Pana dokonał się cud uzdrowienia ze stanu, który lekarze uznali za beznadziejny. Następnie celem mojej modlitwy było nawrócenie mojego syna, który od momentu Bierzmowania przestał chodzić do kościoła i przyjmować Sakramenty Święte. „Obraził się” na Pana Boga, choć kiedyś był bardziej gorliwym niż jego rówieśnicy. Rozmowy na ten temat pogarszały jeszcze bardziej sytuację. Coś jednak drgnęło w jego sercu, bo poszedł do kościoła w Niedzielę Miłosierdzia Bożego. Widzę, że jest spokojniejszy i wyciszony. Czekam na więcej łaski od Boga i nie ustaję w modlitwie do Niego. Ja również uwolniłam się od wyrzutów sumienia, które mnie gnębiły z różnych powodów. Potrafiłam wybaczyć sobie i innym, to czego nie potrafiłam do tej pory wybaczyć. Wlały w moje serce nową siłę miłości, którą mogę się dzielić w imię Pana. Bogu niech będą dzięki.

Jola


Od dłuższego już czasu bardzo cierpiałam na ból w lewej nodze. Ból był spowodowany niewydolnością żylną. Z dnia na dzień ból stawał się nie do zniesienia, na nodze robiły się otwarte rany. Podczas jednej z adoracji, gdy ksiądz przechodził z Panem Jezusem, dotknęłam monstrancji jak kobieta cierpiąca na krwotok, chwytająca się płaszcza Pana Jezusa. Usłyszałam wtedy słowa skierowane do mnie: "córko moja, cierpliwości, znam Twoje cierpienie. Najpierw wyleczę Twoje wnętrze, a potem Twoją nogę... cierpliwości." Po ok. 2 miesiącach Pan Jezus przyszedł do mnie z łaską uzdrowienia mojej nogi, rany się zagoiły, ból minął … Dziękuję Ci Jezu, tak bardzo Ci dziękuję, za wszystkie otrzymane łaski!! Chwała Tobie Panie Jezu!

Leokadia


Mam na imię Ola. Chciałam dać świadectwo, o tym, że Bóg naprawdę do nas przemawia i pociesza. Po raz kolejny tego doświadczyłam. W czwartkowy wieczór, gdy poszłam do kościoła roztargniona po całym ciężkim dniu, gdzie trudno było się skupić na modlitwie, gdzie myśli były wszędzie, niespodziewanie doświadczyłam Łaski Bożej. Wiem, że słowa wypowiedziane przez Marcina, Bóg kierował do mnie i tylko do mnie. Potwierdziły to szczegóły, o których wiedziałam tylko ja. Przeżyłam coś pięknego, ciarki przeszły moje ciało, ogarnęła mnie wielka radość, momentalnie pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Wszystkie wątpliwości zostały usunięte z mojego serca. Mimo wszystko poczułam Jego wielką miłość, mam pewność, że nie idę sama, jest przy mnie Jezus. Z całego serca wszystkim tego życzę, wierzę głęboko, że Bóg działa cuda :)

Dziękuję Chwała Panu.


Szczęść Boże! Od dłuższego czasu miałam problemy z sobą. Czułam się osaczona. Strach przed wyzwaniami w pracy, przed kontaktami z ludźmi, przed tym co mnie czeka następnego dnia ciągle mnie ogarniał. Źle sypiałam, budziłam się z uczuciem przeszywającego lęku. Miałam poczucie beznadziejności i gniewu z powodu tego, że nie radzę sobie z tymi emocjami. Czułam na sobie piętno doświadczeń z przeszłości, z mojego domu rodzinnego, piętno, którego nigdy nie będę mogła się pozbyć. Wiedziałam, że obok mnie są ludzie mający poważniejsze powody do trosk. Bałam się, że w końcu Bóg przez prawdziwe cierpienie i mnie doświadczy, abym „przejrzała”. Modlitwy o uzdrowienie duszy i ciała obudziły we mnie nadzieję, że Bóg mnie może odmienić. Wyczekiwałam każdego kolejnego dnia modlitw, a na nich nie mogłam się skupić, gdyż ciągle wyczekiwałam słów skierowanych do mnie. Na modlitwach spadał ze mnie jakiś ciężar, nadzieja we mnie rosła jednak niepokój wracał. Miałam wątpliwości czy powinnam się modlić we własnej i innych intencji, gdyż miałam wrażenie, że do tej pory doświadczałam przeciwieństwa tego o co proszę. Modliłam się za mój wewnętrzny spokój, za kuzynkę aby mogła zajść w ciążę, za męża, żeby znalazł pracę ale prześladował mnie lęk, że może przez to zaszkodzę sobie i innym. Któregoś dnia zwierzyłam się z tego koleżance, a ona powiedziała, że nie mam się bać tylko się modlić. Tego samego dnia na modlitwach poczułam ogromną potrzebę spowiedzi. Gdy szłam do konfesjonału usłyszałam słowa księdza prowadzącego, że zły duch chce żebyśmy uwierzyli, że nie jesteśmy godni, aby prosić. Po spowiedzi przypomniałam sobie chorego z pisma, który został uzdrowiony, bo uwierzył, że wystarczy, gdy padnie na niego cień Chrystusa. Uświadomiłam sobie, że nie potrzebuję spektakularnego doświadczenia, że wystarczy właśnie ten cień przechodzącego obok mnie Chrystusa w najświętszym sakramencie, że muszę ufać Bogu. I wtedy padły słowa „jest z nami kobieta, która ciągle czuje strach i od dziś przestanie się bać”. To emocje, których nie da się opisać ale i wątpliwość czy to ja? W końcu dzielę się tym, co się wydarzyło. Od tamtego dnia lęk ustąpił, sypiam, a gdy się budzę w nocy zasypiam w spokoju w modlitwie. Moja kuzynka zaszła w ciążę. Mój mąż otrzymał pracę - na krótko, ale nie ustaję w modlitwie i ufam Bogu. Moje świadectwo chciałam zacząć pisząc „przez przypadek znalazłam się w sanktuarium Św. Józefa i dowiedziałam się o modlitwach o uzdrowienie duszy i ciała” – to nie przypadek, Bóg mnie tam przywiódł, żebym w nim poczuła źródło mojej nadziei i siły, On mnie nie zwiedzie. Za to chwała Panu.

Teresa


Od długiego już czasu, przyglądając się swoim emocjom, zauważałam jak wiele jest tych negatywnych. Czułam się pod wieloma względami wypalona, zniechęcona oraz zmęczona ludźmi i ich problemami. A posługiwanie ludziom i towarzyszenie im jest moim codziennym zajęciem. Skarżyłam się Jezusowi, że jestem "emocjonalną lodówką". Prosiłam Go, żeby pomógł mi kochać powierzone mi duchowe dzieci, NASZE dzieci, moje i Jego. Aby pomógł mi je kochać i cieszyć się nimi. Aby ocieplił moje uczucia, tak jak słońce ogrzewa sople lodu. Na ostatniej modlitwie (3.11.11) po raz kolejny poprosiłam Jezusa, abym kochała i cieszyła się naszymi dziećmi. I dosłownie w tej samej chwili, jeden z prowadzących modlitwę, powiedział o Duchu Świętym, który przychodzi z obrazem sopli ogrzewanych przez słońce! I dalej, że Bóg przychodzi do kobiety, do matki, która chce kochać swoje dzieci, ale przeszkadzają jej w tym negatywne emocje. I że Jezus zabiera jej oschłość, ciemność, złość i że pozwoli jej cieszyć się swoimi dziećmi! Nie mam najmniejszych wątpliwości, że te słowa były dla mnie... Choć zapewne wszyscy mogli odnieść je do biologicznej matki. Ja przygotowuję się do świeckiej konsekracji i bardzo żywa we mnie jest tajemnica duchowego macierzyństwa. Trudne emocje nadal będą, bo są częścią ludzkiej natury. Ale Jezus pokazał mi, że zna moje serce i bliskie jest Mu to, co przeżywam. Niejako potwierdził też moje powołanie i pragnienie bycia matką. Matką na wzór Maryi. Teraz, gdy bywa trudno, uśmiecham się do Jezusa i razem uśmiechamy się do naszych dzieci. Razem – Jezus, Maryja Matka Miłosierdzia, i ja.

Niech będzie Bóg uwielbiony :)


Szczęść Boże! Chciałabym podzielić się moim świadectwem. 15 grudnia 2011 roku byłam drugi raz na modlitwie. Podczas spotkania usłyszałam, że jest z nami kobieta, która od wielu lat zmaga się z bólem, lękiem i strachem, boi się wychodzić z domu, która uważa, że jej cierpienie jest skutkiem grzechów. Kapłan wypowiedział jednak słowa, że cierpienie kobiety nie jest wynikiem jej grzechów. Nie dowierzałam własnym uszom, to było coś nieprawdopodobnego, ponieważ wszystko co mówił dotyczyło mojej osoby. Usłyszałam, że nie mam się bać, że stopniowo zostanę uwalniana z lęku i cierpienia, że mam Bogu zaufać. Podczas całego nabożeństwa w moim ciele było tyle radości, ciepła i wręcz gorąca, nogi drżały, a z oczu płynęły łzy, których nie mogłam opanować i powstrzymać. Jezu dziękuję Ci, że wskazałeś mi to miejsce i że mogłam się z Tobą spotkać. To dało mi wiarę w Twoje bezgraniczne Miłosierdzie. Brakuje słów, którymi mogłabym to opisać. Czuję się naprawdę wyzwolona i wolna. Czuję ogromną radość, spokój i ciepło. Chce powiedzieć, że od 12-stu lat cierpię na nieuleczalną chorobę i codziennie zmagam się z jej nieodwracalnym działaniem (według lekarzy poprawy nie będzie). Dla mnie jednak to cud i ogromna łaska Ducha Świętego. Zauważyłam znaczącą poprawę zdrowia. Ufam i wierzę.

Marysia