Świadectwa

Rok 2015

To, co spotkało mnie w Sanktuarium św. Józefa W Rudzie Śląskiej, nadal jest dla mnie pewnego rodzaju fenomenem...A wszystko za sprawą mszy o uzdrowienie duszy i ciała, w której brałam udział, a która „przywróciła mi wzrok” i pozwoliła mi spojrzeć na świat „nowymi oczyma”. Otóż wybrałam się na ową mszę z prośbą o wyleczenie z pewnej uciążliwej choroby oraz aby posiąść umiejętność przebaczania tym, którzy mnie w życiu bardzo skrzywdzili. Przyznam szczerze, że z początku nie wiązałam z nią wielkich nadziei, ale koniec końców przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

W czasie mszy, w pewnym momencie, gdy ksiądz zwrócił się do wiernych, aby każdy z przybyłych wypowiedział swoją intencję, pojawiła się w mojej głowie pewna intuicja, myśl, która jednak nie była moją myślą:

– Chcesz, żeby ludzie cię kochali, a zobacz, jak mała jest twoja miłość do mnie... i gdzieś w mojej głowie pojawił się obraz tej miłości, tak bardzo małej, zawstydzającej swoimi rozmiarami... Najpierw trudno było mi przyjąć to doświadczenie, było mi smutno, że tak kiepski ze mnie uczeń Chrystusa, ale po dłuższej chwili mocowania się z tym niemiłym uczuciem w końcu go zaakceptowałam.

Może to zabrzmi nieprawdopodobnie, ale po tym doświadczeniu poczułam, że naprawdę wyzwalam się ze wszystkich naleciałości grzechu związanych z nieumiejętnością przebaczania. Problem, z którym się borykałam, stawał się coraz mniejszy, racjonalizował i gdzieś zanikał związany z nim ból. To nie był koniec.

Na drugi dzień w postaci intuicji „przyszła” do mnie kolejna nauka: ¬ Zło nigdy nie rodzi dobra... Dotyczyło to kolejnego problemu związanego z trudnymi relacjami między mną a rodzicami osoby, z którą chciałabym spędzić resztę życia. Dla wyjaśnienia dodam, że zawsze wydawało mi się, że dużo dla tych ludzi robię, a jedyne, co od nich dostaję to „bezinteresowną wredność”, przechodzącą w najlepszym wypadku w obojętność. Ta myśl, z kolei, pozwoliła mi zrozumieć, że tak naprawdę nie chciałam pomóc rodzicom bliskiej mi osoby, tylko pokazać, jaką jestem wspaniałomyślną osobą...

Te dwie odpowiedzi Boga zaczęły zmieniać moje życie. Nauczyłam się patrzeć na innych ludzi przez pryzmat swoich własnych niedoskonałości, nie czuję również wszechogarniających pretensji, które kiedyś zżerały mnie kawałek po kawałku.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wielką sztuką jest trwanie w tej nowej postawie i pielęgnowanie nowych umiejętności, ale chyba lepiej podjąć ten trud niż stopniowo pogrążać się we wszechogarniającym wirze zła z tysiącem chorób.

Alleluja! Mam na imię Daniel, do wspólnoty należę od września, jednak w mszach z modlitwą o uzdrowienie uczestniczę już od dłuższego czasu. Od czasu, gdy pierwszy raz przyszedłem na mszę, byłem już na każdej następnej. Z powodu nadmiaru pracy wiele wskazywało na to, że w ten czwartek do kościoła nie dotrę. Miałem pragnienie dotrzeć przynajmniej na modlitwę, jednak Pan tak pokierował wszystkim, że do kościoła dotarłem już w czasie modlitwy wiernych. Byłem zmęczony i smutny, nie dawałem sobie rady z ciężarem pracy. W czasie modlitwy Pan wlał w me serce pokój i radość, a słowa Ani o tych, którzy do kościoła przyszli smutni i zmęczeni trafiły prosto do mojego serca, dając jeszcze większą radość i wesele z obecności Pana w moim życiu. Chwała Panu!

Daniel


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, mam na imię Błażej. Na ostatniej mszy św. z modlitwą o uzdrowienie, były słowa poznania: "w kościele siedzi osoba której całe serce jest otoczone lękami i że Pan zabiera teraz te lęki". To były słowa do mnie. Od tego czasu zniknęły bardzo silne lęki, przede wszystkim odnoszące się do mojej przyszłości. Chwała Panu.

Błażej